bananas-698608_1280

Alma bankrutuje

Jesienią tego roku zarząd Alma market złożył wniosek o wszczęcie postępowania sanacyjnego. Może ono oznaczać koniec dotychczas cieszącej się dobrą opinią marki.

O tym, że Alma ma poważne kłopoty mówiło się już od dłuższego czasu. Wraz z upływem tygodni i miesięcy ten stan rzeczy zaczął być również widoczny dla klientów w postaci pustych półek, znikania opakowań z logotypami znanych marek i absurdalnych sytuacji, związanych z próbą zapełnienia pustych półek tzw. sztucznym tłokiem.

Ostatecznie złożenie wspomnianego wyżej wniosku w krakowskim sądzie oznacza, że Alma – przed dwadzieścia lat pozycjonowana jako delikatesy, sklep dla ludzi dobrze sytuowanych – naprawdę utonęła w długach. Pierwsze symptomy można było zaobserwować dwa lata temu, kiedy spółka po raz pierwszy zaczęła przynosić straty wręcz milionowe. Prawdziwym problemem stała się reakcja wierzycieli, jak choćby wypowiedzenie umów kredytowych przez PKO BP i prośbę o spłatę zadłużenia, sięgającego na ten moment kilkudziesięciu milionów złotych.

Wniosek sanacyjny jest sygnałem, że Alma Market próbuje się jeszcze ratować, jest gotowa na wprowadzenie planu naprawczego i zmianę strategii firmy. Prezes spółki ma świadomość popełnionych błędów i wskazuje, że największym potknięciem było wejście delikatesów do mniejszych miejscowości, w których raczej nie miały racji bytu. Następnym krokiem jest wniosek o postępowanie upadłościowe.

Krakowski sąd ustanowił już nadzorcę sądowego, który ma pomóc sądowi rozpatrzyć złożone wnioski i pomóc podjąć decyzję, czy Alma może jeszcze otrzymać drugą szansę, czy też jedynym rozwiązaniem jest likwidacja przedsiębiorstwa i rozdział jego majątku pomiędzy wierzycieli.

Alma od samego początku swojego istnienia pozycjonowała się jako miejsce dla ludzi zamożniejszych, sklep sprzedający towary z wyższej półki. Zaczęła nietypowo, bo od chemii, aby później przejść do konwencji delikatesów. Od czasu, kiedy Alma wkroczyła na rynek, okazało się jednak, że koncepcja delikatesów uległa wyczerpaniu. Zagraniczne dyskonty, niegdyś stanowiące synonim obciachu, przebranżowiły się, sięgając po zagraniczne produkty spożywcze i towary kojarzone z trudnym dostępem. Alma pozostała niewzruszona. Otworzyła się na małe miasta, takie jak Lubin koło Wrocławia. Później prezes spółki przyznał, że był to błąd. Alma, w jego opinii, jest propozycją dla Warszawy, Krakowa, Trójmiasta czy Poznania.

Okazuje się jednak, że i ta teoria niekoniecznie ma jeszcze cokolwiek wspólnego z prawdą. Ładne opakowania i równe ułożenie towaru nie jest tożsame z pozyskaniem klienta na stałe. Walka o niego bowiem trwa. Zagraniczne dyskonty wygrały nie tylko z małymi osiedlowymi sklepikami i supermarketami, ale są w stanie wygrać także z delikatesami, głównie dzięki radykalnej zmianie wizerunku.

Alma, jeśli w ogóle będzie miała szansę się odbić, może zawalczyć tylko zmianą strategii. Dzisiaj zadyszkę łapią największe nawet sieci handlowe. Zarząd Almy nie ukrywa zresztą, że dużych hipermarketów spod znaku dyskontu nie zamierza już uruchamiać. Dużo bardziej opłacalne są nieduże sklepy, znajdujące się blisko miejsca zamieszkania.

Alma problemy ma także na giełdzie. Dzień po wypowiedzeniu Almie umów kredytowych akcje spółki zaczęły pikować, a następnie straciły na wartości niemal 25%. Wnioski złożone przez spółkę do sądu tylko potwierdzają, że firma jest już na krawędzi, choć – jeśli Alma zaproponuje sensowny plan naprawczy i pozyska finansowanie dalszej działalności, odbić może się zarówno na rynku, jak i na giełdzie.

You might also like

Dodaj komentarz